Nie dochodziło do mnie, że może być to prawda. Przecież ona taka nie jest. A co wyszło na końcu? Na końcu wyszło, że każdy wiedział o tym, że moja ex spotyka się z moim kolegą z pracy, ale nikt mnie o tym nie informował, a ja o wszystkim dowiedziałem się i tak ostatni. Po trzecie…
Leo. W tej muzycznej komedii o dorastaniu opowiadającej o ostatnim roku szkoły podstawowej widzianym oczami klasowego zwierzaka Adam Sandler jest jaszczurką o imieniu Leo. Georgia i jej dzieci, Ginny i Austin, przeprowadzają się do innego miasta, żeby zacząć wszystko od nowa. Przekonują się jednak, że początki bywają trudne.
Mówiło się o zdradzie. Jaka jest prawda? MK 09.01.2017 17:10. Cichopek cała błyszcząca, Klimentova w koronkach; 19:21 Zenek Martyniuk utrzymuje syna? Prawda wyszła na jaw;
d여기에서 Mąż dowiedział się o zdradzie swojej żony [Ukryta Prawda ODC. 1001] – zdradziłam męża dowiedział się 주제에 대한 세부정보를 참조하세요; zdradziłam męża dowiedział się 주제에 대한 자세한 내용은 여기를 참조하세요. Zdradziłam męża, a on się o tym dowiedział… – Papilot.pl
Oglądaj w player.pl: https://player.pl/seriale-online/ukryta-prawda-odcinki,521/odcinek-716,S00E716,70071.htmlSubskrybuj kanał TVN Series: http://www.youtube
Autor: Ipla Przyjaciółki, odcinek 199: Chora Julka wygranie Ance cała prawdę o zdradzie Pawła! Padną mocne słowa. Prawda jest jednak taka, że Anka ma prawdopodobnie rację, a Paweł
Tajlandia: Cała prawda o Phuket, Ko Phi Phi i Maya Bay. 9 marca 2015 by Michał Stolarewicz. Przed przyjazdem do Tajlandii zachwycony byłem zdjęciami jakie zobaczyłem w Internecie po wpisaniu w wyszukiwarkę Google hasła “Phuket”. Turkusowy i seledynowy kolor wody otoczony wysokimi klifami. Tak było w Internetach.
Chyba się zgodzicie? Zapraszamy na jedyny i wyjątkowy koncert z okazji 20-lecia kabaretu. Wrocław 11.10.2020 r Hala Stulecia: https://bit.ly/2PEocI5
Nie inaczej jest w filmach. Zobaczcie nasz TOP 5 filmów o zdradach! W ostatnich dniach było głośno o zdradzie jednego z najbardziej popularnych skoczków w kraju, a mianowicie Piotra Żyły. Jego żona poinformowała internautów o tym, że jej mąż regularnie dopuszczał się zdrady, po czym postanowił zostawić ją i dzieci dla kochanki.
Sen o zdradzie pojawia się bardzo często u osób, które nie czują się w swoim życiu bezpiecznie. Gdy w swoim śnie zdradzasz swojego partnera to taki sen oznacza, że jesteś w stosunku do siebie zbyt surowy. Możliwe, że nikt nie jest w stanie spełnić Twoich oczekiwań gdyż każdemu stawiasz zbyt wysoko poprzeczkę.
fgqh. fot. Adobe Stock Zemsta nie zawsze popłaca. Zwłaszcza jeśli nie masz pewności, że mścisz się na właściwej osobie i we właściwym czasie. O tym, że mąż mnie zdradza, dowiedziałam się pół roku temu. Byłam w szoku, nie mogłam w to uwierzyć, chociaż podobno cała firma Marka żyła tym od miesięcy. Ale, jak zwykle, najbardziej zainteresowany dowiaduje się na końcu. – Mam dość tej maskarady – powiedziała mi w końcu znajoma, która pracowała z Markiem. – Twój mąż spotyka się z naszą prawniczką i są już tak bezczelni, że nawet się z tym nie kryją. Ostatnio obściskiwali się w kuchni, a połowa zespołu krzątała się wokół. Nie mam ochoty dłużej patrzeć na to, jak za plecami robi z ciebie idiotkę. Musisz zacząć działać. Przez kilka dni nie mogłam dojść do siebie. Marek był zawsze bardzo dobrym mężem i ojcem. Żadnych ekscesów z nałogami, imprezowaniem. Jedynie rodzina i praca. Byliśmy nie tylko mężem i żoną, ale też najlepszymi przyjaciółmi. – Lojalność w związku jest najważniejsza – powtarzał mi jak mantrę. Wiadomość o zdradzie była dla mnie ciosem w samo serce. Nie miałam wątpliwości, że to prawda. Lidka, która mi sprzedała tę informację, nie należy do plotkar. Skoro już zdecydowała się mi powiedzieć, musiała być pewna. Godzinami zastanawiałam się, czy zrobiłam coś nie tak, czy to moja wina. Rzeczywiście ostatnio może trochę przytyłam. Za bardzo poświęciłam się naszej córce – nie miałam czasu na fitness i basen jak wcześniej. Nie pamiętam też, kiedy ostatnio byłam u fryzjera. Wszystko przez to, że Marek coraz więcej pracował, więc ja przejęłam część obowiązków domowych za niego. Poza tym sama miałam etat w banku. Stresujący i męczący. Ale przecież to Marek w naszej rodzinie miał robić karierę, to dla niego ja goniłam w piętkę. No i doszło do tego, że znudził się mną, przestałam mu imponować, do tego jeszcze zbrzydłam… Znalazłam tysiące powodów, żeby usprawiedliwić tę zdradę. Jak typowa kobieta szukałam winy w sobie, chociaż to on był winny. A potem zaczęłam myśleć o tej kobiecie i w końcu postanowiłam… pójść do jego biura. Tak znienacka, bez zapowiedzi, pod pretekstem zapomnianych kluczy do domu. Chciałam tylko spojrzeć mojej rywalce prosto w oczy. Przekonać się, czy rzeczywiście jest ładniejsza, lepsza, bardziej interesująca ode mnie. Zobaczyłam ją, gdy stała przy jego biurku. Szczupła, wysoka, w eleganckiej bluzce rozpiętej o jeden guzik za głęboko. Pochylała się nad Markiem, coś mu pokazywała na monitorze komputera. Oboje śmiali się zdecydowanie za głośno. Gdy byłam już całkiem blisko, Marek podniósł głowę. Zobaczył mnie i zrobił się czerwony jak burak. W jego oczach zobaczyłam to samo, co widziałam tylko raz w życiu, przed laty. To był ten jeden jedyny moment kiedy mnie oszukał, jeszcze przed ślubem. Rozpoznałam to spojrzenie pełne strachu, skrępowania i bezradności. Wiedziałam już na sto procent, że ma romans z tą cholerną ślicznotką. Ona odskoczyła od biurka jak oparzona. Wymamrotała coś o tym, że musi wracać do siebie, bo ma jakąś telekonferencję z kancelarią w Londynie, i zniknęła. Ja wzięłam klucze od Marka i wyszłam. Rozpłakałam się dopiero w windzie. Nie obchodziło mnie to, czy Marek zakochał się w tej kobiecie, czy to tylko seks. Nie chciałam wiedzieć, czy ma wyrzuty sumienia, czy zaraz wystąpi o rozwód. To nie miało znaczenia. Bo wiedziałam, że nasza rodzina już nigdy nie będzie taka jak wcześniej... Wpadłam w histerię. Czułam, że ziemia osuwa mi się spod nóg, że wszystkie moje plany wzięły w łeb. Nie będzie drugiego dziecka, pogodnej starości z ukochanym mężczyzną, nie będzie już bezgranicznego zaufania i bezpieczeństwa. A wszystko przez jakąś idiotkę, która bezlitośnie zabiera dziecku ojca i kobiecie męża! Tylko po to, żeby się seksualnie wyżyć, albo zrobić karierę dzięki sypianiu z wiceprezesem… Obwiniłam ją o wszystko. Pragnęłam tylko zemsty. Zanim udało mi się wszystko dopiąć na ostatni guzik, minęły dobre dwa miesiące. Musiałam znaleźć ludzi, którzy zgodzą się wziąć na siebie takie ryzyko. Ale udało się. Dwóch młodych pijaczków, drobnych złodziejaszków, którzy za pięćset złotych z pocałowaniem ręki zgodzili się włamać i zdemolować mieszkanie kochanki męża. Zrobili to wzorowo. Wiedziałam, że Dorota mieszka sama; zdobyłam jej adres. Codziennie wychodziła do pracy przed ósmą rano, wracała po dwudziestej pierwszej. Czasem wcześniej, ale wtedy oczywiście z moim mężem. Raz widziałam ich razem pod jej blokiem, zanim jeszcze zaplanowałam włamanie. Mężczyźni, których wynajęłam, przyszli w środku dnia, gdy większość sąsiadów jest w pracy. Profesjonalnie wyłamali zamek, po cichu weszli do środka. Prosiłam, żeby nie kradli, tylko niszczyli. Wylali obrzydliwe tłuste smary na drewnianą podłogę, ściany wysmarowali farbą, połamali meble, zrobili kompletną demolkę. Po wszystkim pokazali mi zdjęcia. Tego dnia Marek przyszedł wyjątkowo późno do domu. Domyślałam się dlaczego. Pewnie pani prawnik wpadła w czarną rozpacz i mój mąż musiał pomagać jej sprzątać to pobojowisko. Dziwne natomiast było to, że od kilku tygodni, zanim odbyła się „akcja demolka”, znów bywał w domu punktualnie jak dawniej. Czasem nawet wracał z pracy wcześniej niż ja. Zrobił się bardziej czuły dla mnie, bardziej niż zwykle obchodziła go córka. – Pewnie chce zmylić trop – powiedziałam do Lidki, która kiedyś doniosła mi o całej sprawie. – Może czuje, że się domyślam, więc zrobił się ostrożniejszy. Po włamaniu do domu Doroty Marek znów zaczął znikać na dłużej. Uznałam, że jego relacja z tą panią ma się tak samo dobrze jak wcześniej, po prostu mężowi przestało zależeć na zasłonie dymnej. Tylko czekałam, aż wyskoczy mi z propozycją natychmiastowego rozwodu. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. – Słuchaj, ten romans twojego męża z Dorotką to już prawdziwy melodramat – stwierdziła Lidka, gdy pewnego pięknego, wiosennego popołudnia niezapowiedziana wpadła do mnie na kawę. – Pani prawniczka zwierzyła się ostatnio naszej sekretarce, z którą próbuje się zaprzyjaźnić… Bo wiesz, tylko ona jeszcze chce z nią rozmawiać. No więc powiedziała naszej Agacie, że jakiś czas temu twój Maruś ją rzucił. Podobno zjadły go wyrzuty sumienia, chciał ratować rodzinę. Prosił ją nawet, żeby poszukała sobie pracy gdzie indziej. Przez ponad miesiąc nie byli razem. Ale podobno niedawno Dorotka miała jakieś obrzydliwe włamanie do mieszkania. I jest teraz taka biedna, że twój Marek się nad nią zlitował i znów do niej biega po pracy. Dasz wiarę? Ona się podobno cieszy z tego, że jej zdemolowali dom, bo dzięki temu ma szansę odzyskać Marka. Dopiero teraz zrozumiałam, że mój pomysł był głupi i zemściłam się na niewłaściwej osobie. Dotarło do mnie, że gierki są dobre dla dzieci, a najbardziej winnym w tej sytuacji jest mój mąż. To on złamał przysięgę małżeńską, nie ta kobieta. Chcę powiedzieć mu wprost, że wiem o wszystkim, i otwarcie dać mu ostatnią szansę. Jeśli z niej nie skorzysta, z miejsca wystąpię o rozwód. Nie mam wyjścia. Więcej listów do redakcji: „Nie kocham męża. Tęsknię za mężczyzną, z którym miałam romans przed ślubem. On jest ojcem mojego syna”„Wyparłem się córki, ale zrozumiałem swój błąd. Po 15 latach chcę odzyskać z nią kontakt, ale jej matka to utrudnia”„Miałam raka, straciłam dwie piersi i męża, który mnie kochał, dopóki byłam zdrowa”
fot. Adobe Stock Początkowo nie wierzyłam sąsiadce, gdy mówiła mi o niewłaściwym zachowaniu mojego męża. Ale gdy plotki powtórzyły kolejne osoby... No cóż... Człowiek powinien wierzyć swojemu ślubnemu. Bo jeśli nie jemu, to komu? Oczywiście, taka mądra to ja jestem dopiero teraz, kiedy tamte emocje już dawno za nami. Aż strach pomyśleć, jak to wszystko mogłoby się skończyć – przecież był taki moment, że byłam gotowa rozwieść się z Mariuszem! Wścibska sąsiadka czy coś więcej? Jesteśmy małżeństwem, jakich wiele. Mamy dwoje dzieci, własne – choć kupione na kredyt – mieszkanie, pracujemy oboje w tej samej szkole. Mariusz uczy wychowania fizycznego, a ja plastyki i techniki. Wiadomo, żadne z nas nie zarabia kokosów. To nie Warszawa, tu ludzie zawrotnych karier na jednej transakcji nie robią – takie życie to my sobie możemy najwyżej na filmach pooglądać. Tu człowiek, jak chce żyć na jakim takim poziomie, musi się nieźle narobić. Dlatego Mariusz, oprócz swojego etatu w szkole, popołudniami zdecydował się dorabiać jako instruktor siatkówki dziewcząt w lokalnym klubie sportowym. Może nie były to wielkie pieniądze, ale zawsze... Przyznaję, że te kilka groszy, które dorabiał Mariusz, często ratowało nasz domowy budżet. Nie narzekałam więc, że męża przez większość dnia nie było w domu, i żadne podejrzenia nigdy mi się w głowie nie zalęgły, co też on tam na tej hali treningowej, dzień w dzień z młodymi, atrakcyjnymi dziewczynami, może robić. W końcu nie znałam go od wczoraj. Ale taka spokojna byłam do czasu. Wszystko zaczęło się od jednego niewinnego zdania. Wracałam właśnie z zakupów. Jak dziś pamiętam, że był wietrzny i chłodny dzień, a nasz samochód jak na złość zamiast wzorowo odpalić za pierwszym razem, „krztusił” się i „kasłał” na moje utrapienie i na pośmiewisko sąsiadom pod blokiem. Właśnie w momencie, kiedy po raz kolejny usiłowałam poradzić sobie z niesforną stacyjką, usłyszałam Renię, moją sąsiadkę: – Bez chłopa kłopot, co? Gdyby Mariusz był w domu, pewnie raz dwa by sobie z takim drobiazgiem poradził… Postanowiłam puścić słowa wścibskiej koleżanki mimo uszu. Znałam Renatę ładnych kilka lat, miałyśmy dzieci w podobnym wieku, ale nigdy nie zostałyśmy przyjaciółkami, bo Renia jak na mój gust nadmiernie interesowała się życiem innych ludzi. A już plotkować „co”, „kto” „gdzie” i „z kim” to uwielbiała nad wszelką przyzwoitość! Milczałam więc konsekwentnie, ale Renata nie z tych, których takie milczenie może odwieść od wybadania, co się dzieje za miedzą. Drążyła dalej: – A Mariusz na treningu, tak? – Tak, jak co czwartek – warknęłam, bo tego naprawdę było dla mnie za wiele. „Niech się kobieta zajmie swoim chłopem i swoim domem, a nie mną, moim samochodem i moim mężem!” – złościłam się w duchu. „Zresztą na temat tej jej córeczki też mi się niejedno o uszy obiło! Milena ma dopiero szesnaście lat, toż to dziecko jeszcze, rok starsza od naszej Paulinki, a już „na mieście” się mówi, że jak Renata nie zacznie jej pilnować, to nawet się nie obejrzy, jak babcią zostanie! I wtedy, gdy na chwilę oderwałam myśli od samochodu i pluchy, doleciały do mnie te słowa wścibskiej sąsiadki: – Ja bym na twoim miejscu lepiej się Mariuszowi i tym jego treningom przyjrzała. Ty to taka naiwna nieraz jesteś jak małe dziecko. Ja ci nic nie chcę mówić, Anita, ale chłopu to zawsze jedno w głowie, a moja Milenka też chodzi na te treningi i niejedno mi powtarzała… Mówię ci, po prostu podpytaj męża, czy mu się tam jaka młoda laska nie spodobała. – Co ty opowiadasz, Renata?! – aż mnie zatkało z oburzenia! No bo przyznajcie sami, jest różnica między wścibskimi pytaniami a rzucaniem takich oskarżeń! Renata jednak chyba zorientowała się, że za dużo powiedziała, i postanowiła nabrać wody w usta. – A zresztą, twój chłop, twoja sprawa – rzuciła tylko, kierując się już w stronę swojej klatki – Nie mów mi tylko, że cię nie ostrzegałam – dodała jeszcze na odchodne, uśmiechając się złośliwie. Wzruszyłam ramionami i starałam się jak najprędzej wyrzucić paskudne słowa sąsiadki z pamięci. Trzeba przyznać, nie było to łatwe. No bo znajdźcie mi kobietę, która nie byłaby choć trochę, choć odrobinę o tego swojego ślubnego zazdrosna! Może Mariusz nie jest Mister Universum, ale i ostatni też nie jest. Ćwiczy, to i zbudowany jest porządnie, a to się przecież młodym dziewczynom zawsze podoba. Ubiera się modnie... A ostatnio – no tak, że też nie zwróciłam na to wcześniej uwagi – zaczął wyjątkowo dbać o swój wygląd, nawet zmienił wodę kolońską, na jakiś podobno modny zapach, tłumacząc się tym, że jak się pracuje z młodzieżą, to przecież nie może wyglądać jak dziad! Jakoś mi się to wtedy nie wydawało podejrzane, ale teraz, w świetle tego, co usłyszałam od Renaty, powoli pewne fakty zaczęły mi się układać w jedną całość… Postanowiłam jednak nie zatruwać się próżnymi podejrzeniami. Przecież wiele razy wspólnie z Mariuszem śmialiśmy się z zazdrosnych żon, które przetrząsają mężom kieszenie w poszukiwaniu rzekomych dowodów zdrady! „Młoda dziewczyna? To nie w stylu mojego męża!” – powtarzałam sobie. „Jątrzy ten babsztyl i tyle!”. I pewnie bym sobie dłużej słowami Renaty nie zaprzątała głowy, gdyby nie kolejne wydarzenie, tym razem znacznie bardziej niepokojące. Pewnego dnia nasza córka wróciła ze szkoły wyjątkowo markotna. Miałyśmy dobry kontakt i jeden rzut oka wystarczył mi, żeby stwierdzić, że coś naprawdę złego musiało się stać, skoro Paulina wygląda tak, jakby za chwilę miała się rozpłakać. – Ktoś ci przykrość zrobił, córeczko? – dociekałam, bo nie chciało mi się wierzyć, żeby to „zapowiedziana klasówka z historii” tak przygnębiła moje dziecko. – Powiem ci – „pękła” w końcu Paulina. – Ale obiecaj, że nie powiesz tacie. To jest… to jest takie straszne… Ja się tak strasznie wstydzę… – Co się stało? – spytałam, a na całym ciele czułam już gęsią skórkę, podczas gdy przez głowę w galopującym tempie przebiegały mi najgorsze scenariusze. – Chodzi o tatę – szepnęła Paulina. Nic z tego nie rozumiałam. O tatę?! Mariusza całe dnie nie było w domu, a poza tym Paulina była jego oczkiem w głowie, wiadomo, jak to „córeczka tatusia” – jaki zawód mógł jej sprawić?! – Tata sprawił ci jakąś przykrość? Może coś źle zrozumiałaś? – dociekałam coraz bardziej zdezorientowana. – Nie, mamo, tata nic mi nie zrobił. To chodzi… to chodzi o jego pracę. Dobrze, powiem ci wszystko po kolei – powiedziała szybko, widząc, że coraz mniej rozumiem z jej słów. – Tata prowadzi te treningi siatkówki. No i wiesz, tam chodzą też moje koleżanki, między innymi Milena i Olga… No tak... Niestety nasza córka nie chciała słuchać żadnych ostrzeżeń i wciąż zadawała się z tą całą Mileną, choć ja widziałam na pierwszy rzut oka, że z tej dziewczyny nic dobrego nie będzie. – I co, pewnie to ta cała Milena zrobiła ci przykrość?! Wiedziałam… – nie mogłam się powstrzymać od komentarza. I pewnie mówiłabym dalej, gdyby Paulina nie przerwała mi, wybuchając płaczem: – Ty nic nie rozumiesz, mamo! One mi nic nie zrobiły! One… Olga powiedziała mi w poniedziałek po treningu, że nigdy więcej jej noga nie postanie w hali, bo tata… bo tata ją molestował! Nogi się pode mną ugięły. No wszystkiego bym się spodziewała, ale nie czegoś takiego! – Ale córciu, to jest bardzo poważne oskarżenie, może jej się coś pomyliło, wiesz, że dziewczynki w tym wieku lubią czasem wyolbrzymiać… – Nic jej się nie pomyliło, mamo! – Paulina teraz już płakała na całego. – Olga nie jest takim typem dziewczyny! Skoro mówi, że tata… że ojciec… to jest takie obrzydliwe! Nie chcę go znać! Nie wiedziałam, co powiedzieć. To, co usłyszałam, po prostu nie mieściło mi się w głowie. Jasne, rozumiem, że dorosłemu człowiekowi, facetowi, może podobać się dorosła kobieta. Ba, nie jestem dzieckiem, zdaję sobie sprawę, że niektórzy mężczyźni zdradzają, że miewają romanse – ale żeby coś takiego?! Żeby wykorzystywać zależną od niego dziewczynkę, jego uczennicę, podopieczną, nieletnią… koleżankę córki?! To po prostu nie mieściło mi się w głowie! Jak na szpilkach czekałam na powrót Mariusza z treningu. Na domiar złego mąż jeszcze się spóźniał. Wcześniej nigdy nie zwracałam na to uwagi, czy przychodzi na czas, czy nie – teraz jednak te dwadzieścia minut tylko potwierdziło moje podejrzenia, że coś jest na rzeczy. Paulina siedziała zamknięta w swoim pokoju, a ja nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Momentami miałam wrażenie, że emocje mnie rozniosą! Kiedy Mariusz wszedł do mieszkania, zastał mnie nabuzowaną i gotową w każdej chwili wybuchnąć: – Co masz mi do powiedzenia? – warknęłam zimno od drzwi, jeszcze nim zdążył zdjąć kurtkę. Mariusz spojrzał na mnie zdziwiony: – A my jesteśmy pokłóceni? Co cię, kobieto, dziś napadło? – Może ty mi to powiesz! – byłam tak wściekła, że nawet nie starałam się mówić cicho. – Od kiedy to interesują cię młode dziewczyny, co?! Ty wiesz, stary zboczeńcu, że to jest karalne?! – teraz krzyczałam już na całego. Mariusz stał jak słup soli i wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami: – Anita, ty oszalałaś – powiedział po chwili. – Co ty w ogóle pleciesz? Naoglądałaś się jakichś filmów, czy co? Znajdź sobie inny obiekt, bo ja po całym dniu jestem naprawdę zmęczony i chciałbym… – A czymże to jaśnie pan jest zmęczony? – nie zamierzałam odpuszczać. Jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć i B. – Obłapianiem panienek? – Co ty za głupoty wygadujesz?! Opamiętaj się, Anita, bo naprawdę pomyślę, że brak ci piątej klepki! – widziałam, że Mariusz, jak to mówią, „idzie w zaparte”. O czym ty mówisz kobieto? Owszem, w tym momencie poczułam cień wątpliwości, ale szybko w sobie to uczucie stłumiłam. „Nie ma dymu bez ognia” – buzowało mi w głowie. „Dwie osoby niezależnie od siebie powiedziały mi to samo, w tym jedną była moja córka. Miałabym to zignorować? O nie, zmuszę Mariusza, żeby się w końcu przyznał! A potem – potem mam tylko jedno wyjście – rozwód. Nigdy wcześniej nie brałam pod uwagę takiego zakończenia naszego małżeństwa, ale po tym, co zrobił... – to jest po prostu niewybaczalne! – Wiem wszystko... – postanowiłam zagrać va banque. – Wiem, że molestowałeś Olgę. Masz szczęście, że dziewczyna ci uciekła i nie skończyło się dla ciebie gorzej! Zgniłbyś w więzieniu! – Nikt mi nie uciekał, Anita, opamiętaj się! Znowu ta Olga? W pracy nie mam spokoju, i tu mnie dopadła?! Co za zmora jakaś! O co chodzi tym panienkom?! To na pewno sprawka tej całej Mileny, ona… – Acha! Więc przyznajesz, że znasz te dziewczyny! – czułam, że muszę usiąść, bo jeszcze chwila, a padnę na podłogę jak długa. Moje podejrzenia się potwierdzały. To było przerażające. – Uspokój się na chwilę, to ci wszystko opowiem – Mariusz usiłował objąć mnie ramieniem, ale mu się wywinęłam. Przecież nie będę się obłapiać z człowiekiem… podejrzanym o coś tak obrzydliwego! – Jakoś tak przed feriami pomyślałem, że trzeba przeorganizować naszą drużynę – zaczął opowiadać Mariusz. – Do tej pory było tak, że najstarsze dziewczyny jeździły na wszystkie mecze, wiesz, były takimi trochę gwiazdami. Ale dotarło do mnie, że to niesprawiedliwe, że przecież nie są wcale lepszymi zawodniczkami tylko dlatego, że są starsze. Szczególnie chodziło mi o Milenę i Olgę. No i pewnego popołudnia umówiłem się z nimi w szatni, żeby wytłumaczyć im swoją decyzję… – A ktoś przy tym był? – spytałam zimno, bo już byłam gotowa Mariuszowi uwierzyć, ale niestety, właśnie wtedy pojawił się motyw tej szatni! No bo, powiedzcie mi, jaki dorosły facet umawia się z dwiema nastolatkami, a zapewniam was, że i Olga i Milena są tak zbudowane, że nic im nie brakuje, sam na sam w szatni po zajęciach! No chyba że ma w tym jakiś ukryty cel… – Anita, opamiętaj się, ja nie potrzebuję umawiać się przy świadkach z dziewczynami z mojej własnej drużyny! – Mariusz zaczął tracić cierpliwość. – Mnie właśnie zależało na tym, żeby spotkać się z nimi sam na sam, żeby nie wyciągać tego przy innych dziewczynach i ich dodatkowo nie upokarzać. Niestety – Mariusz skrzywił się lekko – one tego nie doceniły. Podeszły do tego bardzo emocjonalnie. Chyba dotarło do nich, że tak naprawdę wypadają z drużyny. Milena zaczęła płakać. Daję słowo, nie wiedziałem, jak się zachować – dziewczyna sięga mi do ramienia, a płacze jak mała dziewczynka! Ale Olga – Olga zachowała się zupełnie inaczej. Kiedy skończyłem mówić, spojrzałem na nią, a ona ściągnęła usta i wysyczała cicho: „Jeszcze trener tego pożałuje”. Nie potraktowałem jej słów poważnie. Wiesz, jak to w sporcie. Niejednemu zdarza się przekląć czy zagrozić komuś, różnie to bywa w emocjach. Byłem pewien, że smarkatym przejdzie. Niestety, bardzo się pomyliłem. Wyobraź sobie, że po tygodniu dyrektorka szkoły wezwała mnie do gabinetu. Nie chciałem ci nic mówić, może źle wtedy zrobiłem – Mariusz spojrzał na mnie z ukosa. – Ale całą sprawę uważałem za absurd. W tym gabinecie dowiedziałem się, że matki dwóch uczennic… złożyły na mnie oficjalną skargę, że „w nieprzyzwoity sposób odnoszę się do ich córek”. Jak możesz się domyślać, tymi matkami była nasza sąsiadeczka, Renata, i matka tej całej Olgi. Dyrektorka mnie oczywiście przepraszała, jej samej było głupio, że musi zajmować się tak absurdalną sprawą, ale – prawo jest prawem, procedura procedurą. Każdy taki przypadek szkoła musi zbadać, przesłuchać świadków – jednym słowem, dopiero po czasie można stwierdzić, czy nauczyciel jest winny. Oczywiście od razu mogę cię uspokoić – moja sprawa została zbadana, jestem niewinny… Patrzyłam na męża szeroko otwartymi oczami. To on przechodził przez takie piekło i nie pisnął ani słowa?! – Tyle że wiesz, jak to w tym naszym miasteczku – kontynuował Mariusz. – Smród się rozniósł. Tym bardziej, że jak widzisz, te baby nie odpuszczają. Dziwne, że usłyszałaś o tym dopiero teraz. Ja wiele razy od tamtej pory miałem takie sytuacje, że rozmowy w pokoju nauczycielskim cichły, kiedy wchodziłem. Trochę nieprzyjemne, ale wiesz, jaki ja jestem – nie brałem tego aż tak do siebie. Dopóki nie zaczęto wciągać w to ciebie i Pauliny… – Ale przecież my nie możemy tego tak zostawić, Mariusz! – krzyknęłam. – Ja z tym pójdę na policję, trzeba komuś o tym… – No i co powiesz? – Mariusz rozłożył bezradnie ręce. – One są sprytne, Anita. Nie mówią o faktach, tylko: „mówi się”, albo „ludzie mówią”. – Ale one ci szargają opinię, tato – żadne z nas w ferworze rozmowy nie zauważyło, że zapewne od dłuższej chwili stała za nami Paulina. Oczy miała jeszcze zaczerwienione od płaczu, ale widać było, że musiała słyszeć większość wypowiedzi Mariusza, bo była spokojna. – Słyszałam od wielu moich koleżanek, że przestaną przychodzić na treningi, bo „trener lubi dziewczynki”. To obrzydliwe! Jeśli dalej będziesz przymykał na te plotki oczy, stracisz pracę. Mariusz spojrzał na mnie zdumiony, jakby dopiero teraz dotarła do niego powaga sytuacji. – To co my teraz zrobimy? – powiedział bezradnie. A ja – sama jeszcze nie mając sprecyzowanego planu działania – tylko objęłam go współczująco i wyrzucałam sobie w myślach, jak ja mogłam rozważać rozwód z takim wspaniałym człowiekiem! Kolejne dni nie były dla naszej rodziny łatwe, ale teraz, z perspektywy czasu, wiem, że dobrze zrobiliśmy. Najpierw wszyscy – ja, Mariusz i Paulina – poszliśmy porozmawiać z Renatą i matką tej Olgi. Wyobraźcie sobie, że te bezczelne baby wszystkiego się wyparły! Potem Mariusz zapytał przy świadkach Milenę i Olgę, czy kiedykolwiek zrobił im coś, co w jakikolwiek sposób było niewłaściwe. Obie dziewczyny „pękły” i przyznały, że całą historię wymyśliły… To nam wystarczyło. Potem trzeba było tylko wymóc na obu „sprytnych mamuśkach” obietnicę, że czym prędzej przekonają wszystkich, że Mariusz jest doskonałym trenerem i pod jego okiem żadnej dziewczynce nie stanie się krzywda. – Tylko pamiętajcie – dodałam już z własnej inicjatywy, nie bez pewnej satysfakcji – jeśli od kogokolwiek znowu usłyszę insynuacje, że ten pan Mariusz to „coś za dobrze wypełnia swoje obowiązki” albo inne dwuznaczne bzdury w tym stylu – nie będę się długo wahała przed zgłoszeniem sprawy na policję. Zniesławienie to ostatnio często stosowany paragraf. Żadna z kobiet nie odpowiedziała na to ani słowem. Za to ich córki poczerwieniały jeszcze bardziej. Nie chciałabym być wówczas w ich skórze, gdy wróciły do domu! A dla mnie ta cała sytuacja też była pewną nauczką. Teraz już wiem, że powinnam wierzyć mężczyźnie, za którego wyszłam z mąż, a nie jakimś obcym babom – plotkarom! To też może cię zainteresować:Miałam ją za przyjaciółkę, a ona odbiła mi męża i wyrzuciła z mojego własnego domuMoją córkę zabił na pasach pijany kierowca. Część mnie umarła wraz z nią - odtrąciłam wszystkich od siebieWybaczyłam mężowi zdradę. To też moja wina, że musiał iść do innej
Witajcie! Dzisiaj mamy dla was posta dotyczącego kewinkowalczyk. Natalka (bo tak kewin ma właśnie na imię) nie jest niewinną osóbką jak wam się może wydawać : ) Nasza redakcja postanowiła popytać kilka osób właśnie o Natalke. Dostaliśmy sporo informacji, ale jedna szczególnie nas zaciekawiła : ) Otóż nasza gender Natalia zdradzała pana Mrrrr_185. Dowód? Komentarze u Natalki też dają wiele do myślenia. To w końcu kewin z kimś jest? Nasza redakcja już zastanawia się nad jej następną ofiarą. Uważajcie na nią! Chyba, że chcecie być zdradzeni ; ) Nasza Natalka wyglądem również nie zachwyca: Oczy lekko przyćpane, ustka jakieś krzywe ; / To na tyle w dzisiejszym poście ; ) Miłego dnia misie ; *